Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia mojej fg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia mojej fg. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 kwietnia 2019

32 lata temu STW Einsteina zbudowałem sposobem euklidesowym i myślałem że ją obaliłem - ERRATA!

I w tym błędzie żyłem równe 30 lat. - Dopiero w marcu 2016 roku zrozumiałem że ja ją ocaliłem, bo wyzwoliłem ją z innego sensu i niezdrowego rozsądku. - Naprawdę się z tego cieszę, bo przystępując do szukania w niej zwykłego sensu i zdrowego rozsądku, ani przez chwilę w nią nie zwątpiłem. Dopiero potem ... - Mimo że już wtedy, w roku 1986, wyprowadziłem i opublikowałem ten euklidesowy, wyobrażalny bo dopplerowski wzór na relatywistyczną energię Einsteina,
którego znaczenia nie doceniłem. Dopiero po latach wspomniałem o nim w moim blogu fizyka.blox w notce Dlaczego-nie-wierzę-w-fizykę-Einsteina. Ale jakoś bez entuzjazmu, jakbym jeszcze nie uważał że on jest ikoną mojej fizyki fg.

A teraz postanowiłem ratować moją fizykę. Zacznę od aktualizacji tego bloga, czyniąc go bardziej o fizyce, już o jej interpretacji dopplerowskiej, nie tylko wzoru na energię ale wzorów na wszystkie relatywistyczne paradoksy. Bo one są, naprawdę, fizycznie, o czym zapewniam prawie od 2 lat. A ta cisza jaka zapanowała świadczy o tym, że mi uwierzono.
Ruch obserwatora nie zmienia świata, czasoprzestrzeni, zmienia tylko jego obrazy.

Powoduje to klasyczne zjawisko Dopplera - jego miarą jest współczynnik K.

 
piątek, 26 stycznia 2018, fg2002

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Może znów znalazłem rzecz dla mnie bezcenną

logo fgJeśli się nie mylę. Mianowicie zeszyt typu notatnik akademicki, z moimi notatkami z drugiej połowy roku 1984, czyli z okresu sprzed moich największych osiągnięć, za które obecnie uważam minichrony (1985) i euklidesową interpretację relatywistycznych paradoksów (1986). - Obie teorie przedstawiam w mojej witrynie WWW.
    W tym zeszycie podsu­mo­wałem to co mi się wtedy nowego zdawało, po kilku latach niewyobrażalnie inten­sywnego myślenia. - Już wymyśliłem minichrony, ale jeszcze nie napisałem o nich na maszynie (na komputerach wtedy jeszcze nie pisano). A o teorii gali­­le­­u­­szow­skich echo­­lo­­ka­­li­zacji jeszcze nie myślałem. Tak mi się zdaje - może to się wyjaśni w trakcie czytania tego Zeszytu.
    Zeszyt ten ocalał przez moje niedopatrzenie - umknął mojej uwadze podczas kilku pogromów przepro­wa­dza­nych przeze mnie w latach 1990-tych. Polegały one na wyrzucaniu moich rękopisów, wszystkich. Miałem zachować tylko to co wcześniej przepisałem na maszynie (na mechanicznej maszynie do pisania na papierze - nie wiem czy teraz ktoś z takich korzysta), ale moja nieuwaga działała w obie strony - wyrzuciłem także niektóre maszynopisy. Na przykład Zeszyt FG5B o niejedno­rodnej echo­lo­ka­lizacji eT (a może raczej o para­­echo­lo­ka­lizacji eRT i odwrotnej) oraz wszystko o echo­­­lo­­­ka­­­li­­­za­cjach ruchu zmiennego. - Ruch jednostajnie zmienny miałem już opracowany kompletnie, ale wzory rachunkowo sprawdziłem tylko "w jedną stronę". W tę, która wymagała liczenia funkcji 2-stopnia. Odwrotne przekształcenia, które wymagały liczenia funkcji 3-stopnia, przerwałem, zniechęcony nimi ostatecznie. I brakiem zainteresowania tym co robię. Czyli nie wykreśliłem wszystkich diagramów czaso­­przes­­trzen­­nych ruchu jednostajnie zmiennego, ani wtedy, ani później. Bo po co mi to, jeśli to niepotrzebne nikomu, czyli wszystkim.

    Tych notatek jest 156 kartek formatu B-5, ale w większości zapisanych jednostronnie. Pozwolą one mi sobie przypomnieć co wtedy wiedziałem. Po kilku latach fanatycznego wysiłku, z przerwą na Solidarność, bo ona jednak wydała mi się ważniejsza od fizyki. Wyobrażam sobie, że emocje - wzruszenia - związane z wybuchem Solidarności były równe tym, które pokolenie moich rodziców przeżywało w roku 1918, gdy Polska odzyskała niepodległość, czyli odrodziła się po zaborach.

PS. - Za niezbyt logiczne uważam psioczenie na tych, którzy nie znają daty odzyskania niepodległości - w tej chwili też musiałem się upewnić czy było to w roku 1917 czy w 1918. Również miewam kłopoty z datą 11 listopada. Młodzież może mieć z tym jeszcze większe trudności. - Nie bardzo pamiętam roku chrztu polski (zdaje się, że 996*, a koronacja Chrobrego w 1025 - Otto a może Otton III, i coś tam). Zawsze pamiętam tylko rok bitwy pod Grunwaldem, bo to takie emcekwadrat historii Polski. - Nigdy nie pamiętałem daty urodzin Piłsudskiego (w tej chwili uleciało mi jego imię, ale zaraz sobie przypomniałem - Józef), ani daty urodzin i śmierci Józefa Wisarianowicza, mimo że czynnie uczestniczyłem w wiernopoddańczej stypie narodowej (z tej żałości wtedy Katowice przemianowano na Stalinogród). - Jego imię i nazwisko oraz pseudonim pamiętam, bo to były sprawy święte, aż do rozpuku satyrycznie - nieustannie krążące dyskretne kawały na temat Ojca Narodów, nie pozwalały go zapomnieć.
    Nigdy nie pamiętałem dat urodzin rodziców i rodzeństwa. Ani ich śmierci. Teraz też nie mam o nich najmniejszego pojęcia. - Rok urodzin żony pamiętam tylko dzięki temu, że pamiętałem, że była ode mnie 6 lat młodsza. - Pamiętam jednak datę jej śmierci (w Prima Aprilis), chociaż rok szybko zapomniałem - przypomniałem go sobie mnemotechnicznie, że to rok 77. - Jedynie od razu zapamiętałem i nadal nieprzerwanie pamiętam, jakimś cudem, dokładne daty i godziny narodzin naszych córek. Z dokładnością do minut.
    A najbardziej dziwi mnie to, że nie zapamiętałem ile żona miała lat gdy umierała. A może tego nie wiedziałem. I przez kilka lat głosiłem, że moja żona żyła 33 lata. Dopiero jej siostra po latach odważyła się zwrócić mi uwagę, że to nieprawda. Odważyła się mnie zawstydzić.
    Nie pamiętam też kiedy fanatycznie zająłem się fizyką. Ale łatwo mogę ustalić, na podstawie dokumentów, daty faktów, które pomogłyby mi dość precyzyjnie tę chwilę określić. Ale mi się nie chce.

    Bo np. dlaczego mam pamiętać tylko te daty? - Przecież powinienem pamiętać także datę kiedy Wanda nie chciała Niemca, i inne takie. - Ale lepiej zapamiętaj wartości funkcji trygonometrycznych. Ja, te najważniejsze, pamiętam do dzisiaj. Już niepotrzebnie.

____________________________________________________________
*  Sprawdziłem - chrzest Polski był w 966 roku. - Strasznie dawno.

PS. - Teraz przypomniałem sobie wzruszenie jakie było mi dane w 1956 roku, podczas śpiewania zakazanych pieśni. Takich Jak Boże coś Polskę i Nie rzucim ziemi. - Śpiewałem je na placu obok Uniwersytetu Poznańskiego (UAM), w niewyobrażalnym tłumie wypełniającym plac i wszystkie ulice. - To też było ogromne wzruszenie. - Następne takie będzie, gdy obalicie kapitalizm.

     A  moje notatki odesłały mnie do książki [30] prof. Arkadiusza H.Piekary, a w niej znalazłem taką dedykację księdza Józefa Rogalińskiego, profesora fizyki:
NAYIASNIEYSZEMU
Y
NAYPOTĘZNIEYSZEMU
PANU
STANISŁAWOWI
AUGUSTOWI
KRÓLOWI POLSKIEMU
   Wielkiemu Xiążęciu Litewskiemu, Ruskiemu, Pruskiemu, Mazowieckiemu, Żmudzkiemu, Kijowskiemu, Wołhyńskiemu, Podolskiemu, Inflatskiemu, Siewierskiemu y Czerniechowskiemu, etc.

    Długo ciągnie się jeszcze ta dedykacja, a już ten jej początek musiał naszych przyszłych zaborców niemiłosiernie rozeźlić. Przecież takie tytuły króla Polski już nierządem ledwie stojącej, były dla nich śmiertelnymi obelgami. Więc przystąpili do pierwszego jej rozbioru.

   A zeszyt o którym tu mowa, z 1984 roku, postanowiłem zniszczyć, bo co komu do tego. Podrę go i wyrzucę do śmietnika. - Przedtem przejrzę go i może coś sobie z niego przepiszę, na przykład do tego blogu.
poniedziałek, 03 sierpnia 2009, fg2002

Znalazłem rzecz dla mnie może bezcenną

Już dawno, ale albo jej nie zauważyłem, albo o niej zapomniałem. - Chodzi o Zeszyt 1983. Prawdopodobnie znalazłem go razem z Zeszytem 1984. I prawdopodobnie od tego czasu leży bliziutko, pod ręką, dosłownie bo prawie jako podkładka pod łokieć. - A zaczyna się on tak:

Sosnowiec, dnia 6,07.83 środa
    Próbowałem już wszystkiego (najczęściej w myślach) - i segregatory i luźne notatki i zeszyty. I oto wszystko poniewiera się na stołach i podłogach a ja stoję w miejscu. - Trzeba zmienić technologię (to kolejna próba) - ...
    W fizykę kwantową nie wierzę i przez wszystkie lata szukam wybiegów aby ją pominąć - a ona ciągle mnie prowokuje. ... Zamiast więc uczyć się tych karkołomnych bzdur, lepiej poczekać na przewrót. - Niestety, ja chcę go dokonać. ... Podstawowe prawa sformułował jednak Newton, i każdy kto twierdzi inaczej, plecie bzdury - Einstein jedynie wniósł relatywistyczną poprawkę, będącą oczywistą konsekwencją naszej zgody na skończoną szybkość rozchodzenia się sygnałów. I w niezwykle skomplikowany sposób uogólnił (dla tych którzy to pojmują) formalizm opisu świata. Niestety nie odkrył, jak Newton, mechanizmów. ... I usiłujemy, zresztą z powodzeniem, opisywać skutki nie znając przyczyn. - A mnie marzy się, że świat to trójwymiarowa Pustka (zbiór miejsc), wypełniona Strukturą Próżni, której elementy pędzą chaotycznie i zderzają się nieustannie. W efekcie czego coś dzieje się w obserwowalnym przez nas świecie, co jednak możemy opisać tylko tak jak Einstein opisałby ruchy Browna, gdyby nie wierzył w istnienie molekuł. Czyli tak jak opisuje świat fizyka kwantowa.
    Absurdem jest sądzić że dotarliśmy do granicy poznania, czyli do najelementarniejszych elementów świata. - Stąd to zdziwienie - statystyka opisuje pojedynczą cząstkę. - Owszem, tak jak opisujemy, mikroskopowo, pojedynczą cząstkę Browna. - Bo za nią gąszcz molekuł. - Tak samo „cząstki elementarne” nie poruszają się po deterministycznych torach, z płynnie zmieniającymi się pędami i energiami, bo skaczą pod wpływem uderzeń elementów Próżni.
 
     Dalej podziwiałem geniusz statystyków, Maxwella, Boltzmanna, Plancka, Gibsa, ...
     Czyli nadal wierzyłem w Einsteina, nadal chciałem go tylko zrozumieć. Zresztą jeszcze w Zeszycie 1984 wierzyłem, dopiero później zrozumiałem, że mogę zrobić więcej. - Ale już Einstein tracił aureolę - napisałem to! - Bo Einstein, też doskonały statystyk, molekularny mikroświat opisał w sposób klarowny, po ludzku, logicznie, ze wskazaniem mechanizmów, natomiast w makrokosmos wiódł nas, tak mi się zdaje [tak wtedy napisałem] ale nic nie wiem na ten temat, diabelnie skomplikowanymi ścieżkami (w zasadzie czysto matematycznymi). Znalazł opis, ale nie odkrył nowych światów.
    Czyli nadal wierzyłem w Einsteina - bo nic o nim nie wiedziałem.
    Tyle wtedy wiedziałem. Zdaje się, że jeszcze nie myślałem o minichronach. - Nie wiem, kiedyś to przejrzę, bo to też gruby zeszyt, taki jak Zeszyt 1984, też akademicki notatnik formatu A4. - Ale mnie już fizyka nie nteresuje …

PS. - Na końcu tego Zeszytu, w sobotę 21.01.84 napisałem: Edison prowadził notatki w tysiącach zeszytów. I przyznał się (publicznie!) że w ogóle nie rozumie Einsteina.
    A kilka dni wcześniej zanotowałem kilka bardzo interesujących rzeczy (może kiedyś o nich wspomnę). I spytałem: Chcesz ludzi unieszczęśliwić? - Zabierz im szaleństwa.
    - Muszę sobie wyobrazić Boga, ZASADĘ ŚWIATA.
    Tak wtedy napisałem.

    Ale we wtorek 10.01.84 zanotowałem właśnie nowo narodzony (?) pomysł, który zaprowadzi mnie do minichron. Prawie już ją narysowałem. Szczegółowo zaznaczyłem na torze odcinki z różnie widzianą przez S szybkością elektronu. Różne składowe Vg  - tardionową i tachionową oraz punkt w którym V= c. Na odległym prostoliniowym torze - elektron nawet się rozpędzał, był przyspieszany. Napisałem także jaki jego znak e- eo e+  w poszczególnych odcinkach obserwator S (inna cząstka) widzi. I dalej są już tylko te diagramy i diagramy Feynmana. Już te sprawy skojarzyłem, rozpady i oddziaływania. Tachiony i antymateria. - Później chyba to zapomniałem, bo w minichronach opracowałem tylko niektóre z tamtych pomysłów. A teraz już mi się nie chce.
    Na końcu tej długiej kilkustronicowej notki zapytałem jak obserwator rozróżniałby elektron od mionu. - Już uważałem, że mion to tylko mionowo spostrzegany (oddziaływujący) elektron.

    Między Zeszytem 1983 i Zeszytem 1984 jest 4 miesięczna przerwa - może intensywnie nad tymi sprawami pracowałem. - Pod tym Zeszytem znalazłem jeszcze jeden - Zeszyt 1981. Można powiedzieć, kronika Solidarności. Ale on już mnie w ogóle nie interesuje. Tak mi się zdaje.
    A może nie pracowałem intensywnie, albo nie tylko, bo Zeszyt 1983 kończy się zachwytami nad V Symfonią Beethovena, pod dyrekcja Karajana. I wybierałem się na Konfrontacje 82 - na dobre filmy (karnet już miałem). I narzekałem że mam mało czasu, że niepotrzebnie chodzę do pracy. - Do emerytury było jeszcze daleko.

    A te tysiące zeszytów Edisona to oczywiście kolejna dziennikarska bzdura.
 
wtorek, 11 stycznia 2011, fg2002

A jeśli chodzi o fizykę to znów znalazłem zeszyt
z moimi notatkami z lat 1983/84

(napisałem 23 września 2013 w zbit.blox.pl)
 
Nosi on tytuł PLAN ZAJĘĆ Z FIZYKI i zawiera notatki od 5.06.1983 do 8.04.1984. - Przedostatni wpis jest streszczeniem z wcześniejszych luźnych notatek, które prawdopodobnie dzięki temu wyrzuciłem. - Po remoncie, jeśli znów ten zeszyt (Zeszyt 1983/4) znajdę to go przeczytam - dzięki temu dowiem się co ja 30 lat temu wiedziałem, jakie miałem wtedy pomysły.
    A w ostatniej notatce napisałem, między innymi:
Na podstawie artykułu o wielowektorach (PF 1/84 str.78) wreszcie uświadomiłem sobie że wzajemna prostopadłość wektorów B i E jest tylko mnemotechniczną umową, a niekoniecznie realnością fizyczną. A to przysparzało mi wiele kłopotów. Teraz mogę szukać innych modeli. [...]
  1. Ponieważ szybkość czasu zależy od grawitacji to można sformułować teorię w której czwartym wymiarem będzie grawitacja a nie czas.
  2. Teoria stacjonarnego czasu [? - może eteru?] nie umie wyjaśnić tylko [?] pochodzenia promieniowania reliktowego - [według mnie] są to te brojlony Próżni których Vg aktualnie równa się c. Każdy obiekt widzi więc inny eter (promieniowanie reliktowe). Reszta próżni to neutrina, czyli brojlony o Vg ≠ c (lub inne eterony - całkiem dowolne).

    Czyli jest lepiej niż myślałem - już wtedy znałem mój eter ±c. I takie pojęcia jak eterony. Czyli byłem już na właściwej drodze.     - Teksty w nawiasach kwadratowych dodałem teraz.     Na stronie Znalazłem-rzecz-dla-mnie-może-bezcenną opisałem inny Zeszyt 83, zaczynający się notatką z dnia 6.07.83.     Znalazłem też taki początek jakiegoś cytatu:
"Niekiedy w naukach przyrodniczych opłaca się podawać w wątpliwość to, co powszechnie uważane jest za oczywiste; zwłaszcza gdy już ta wątpliwość się pojawi, rozwiązanie problemu bardzo często leży [...].
- Może to Weizsäckera, z [39] ?
    A na koniec polecam coś pożytecznie mnemotechnicznego - zobacz. - A nie polecam fermionu Majorany - jest on "niezwykłą cząstką", bo jest swym antyfermionem. - To taka sama bzdura jak bozon Higssa. - Mnie to nie podnieca. - Poza tym bozon foton jest swoim antybozonem (antyfotonem) - też jest jednocześnie materią i antymaterią, w każdym zdarzeniu kreacji i anihilacji, i nikogo to nie dziwi (zobacz minichrony - tachionowe).     A może fizycy uważają że bozony nie są materią. I że wobec tego nie mogą być antymaterią. - To piękny temat do przelewania z pustego w próżne i do dzielenia włosa na czworo, czyli dreptanie.     "Fermion Majorany  znajdowałby się dokładnie na granicy materii i antymaterii." - informuje iloorzelowska. A według mnie na granicy materii i antymaterii jest kreacja i anihilacja, czyli foton. - Mnemotechnicznie mówiąc, na początku było światło (foton). A ogólnie - grzmot Macha w barierze c.     - A jak by to było z harcerzami?  
poniedziałek, 23 września 2013, fg2002

sobota, 30 marca 2019

Moje kroki milowe do nowej fizyki

Są nimi następujące banały:
  1. Radar (każda echosonda) mierzy tylko chwile wysłania i powrotu sygnałów, a wszystko inne z tych chwil liczy, jakimiś wzorami. A one zależą od tego w jakie "światło"  (sygnały) kto wierzy.
  2. To że wiatr nie wieje nie znaczy że powietrza nie ma. Albo eteru. 
  3. Nie spostrzegamy źródeł - spostrzegamy tylko docierające do nas ich obrazy i antyobrazy, czyli sygnały wysłane przez źródła, tylko z nimi oddziałujemy.
  4. Relatywistyczny wzrost energii ruchomej masy jest efektem klasycznego zjawiska Dopplera - bo energia zależy od częstotliwości. Informuje o tym Plancka definicja energii E=hν .
Zrozumienie znaczenia tych banałów było dla mnie takim samym przełomem jak kiedyś dla kogoś zrozumienie że istnieje powietrze. To są "aksjomaty" pozwalające zrobić kolejny milowy krok. Fundamentalne postulaty. Nowy sposób myślenia. - Na przykład trzeci banał pozwolił mi zrozumieć że "antymaterią" są antyobrazy materii, . Jej trywialny (banalny) mechanizm i własności, przestały mnie dziwić. - Wystarczy przekroczyć szybkość c by antymateria* stała się nieunikniona, jak na przykład dźwiękowe obrazy i anty­obrazy  naddźwię­kowego samolotu.
 
"Niekiedy w naukach przyrodniczych opłaca się podawać w wątpliwość to, co powszechnie uważane jest za oczywiste; zwłaszcza gdy już ta wątpliwość się pojawi, rozwiązanie problemu bardzo często leży [...]."
   - zacytowałem w notce A jeśli chodzi o fizykę to znów znalazłem zeszyt z moimi notatkami z lat 1983/84.
 
    Czyli i o tym też już tu było ... I o tym, że można zbudować różne wewnętrznie niesprzeczne szczególne teorie względności, nie tylko eRT bo także eRP , przy czym każda z nich będzie relatywistyczna inaczej - w tym przypadku te wewnętrznie niesprzeczne teorie będą wzajemnie (zewnętrznie) sprzeczne, będą miały przeciwnie relatywistyczne paradoksy. Zobacz.
    A ja teraz sobie o tym notuję.

    Ale co my wiemy o świecie ...
    Też bym wiedział tylko tyle gdyby nie obserwator K.
    - Dopiero teraz zrozumiałem że Obserwator K jest moją metodą naukową, a nie tylko pomocą. I teraz o tym poinformuję na stronie O metodzie. - Tylko tą metodą poznasz właściwości Świata a nie macierzy i tensorów.
    Obserwator K jest moją metodą i paradygmatem. I wyobraźnią. - A współcześni fizycy nadal drepcą na drodze ku nowej metodologii.

    I zauważyłem że gdy się o czymś myśli tak intensywnie jak ja kilka lat o tym myślałem, to potem samo wszystko wychodzi, się wyjaśnia.

_______________________________
*  Teraz mówiąc antymateria mówię o antyobrazie materii.
Komentarze
2015/03/13 15:45:29
Ogromnie żałuję , że późno zetknęłam się z pana pracami. Teraz jest tego nagle dużo do objęcia , a czasu mało. Obok zachwytu , pojawia się pewne zakłopotanie. Zrozumiałam , że przyznaje pan absolutne pierwszeństwo naukowe opracowaniom matematycznym (dowodom). A wg mnie , najważniejsze jest fizykalne ujęcie rzeczywistości , dopiero potem matematyczny opis tegoż (jako dowód , rzecz jasna).
Wiadomym jest , że Einstein nie opisał samodzielnie matematycznie swoich teorii , ale czy jakikolwiek genialny intelekt matematyczny miałby co opisywać nie mając fizycznych podstaw?
2015/03/13 16:16:05
Zdaje się że kiedyś nauką były tylko nauki ścisłe, czyli oparte na matematyce. Nauki medyczne społeczne, filozofia, a nawet numerologia, naukami nie były. - Nie ma fizyki bez matematyki. Ale matematyka ma być najprostsza z możliwych, a nie kosmologiczna. Nie powinna być zamiast fizyki.
2015/03/13 16:38:47
Zgoda ! matematyka , to królowa nauk ! Jest ilościowym obrazem świata.
Równaniem matematycznym można opisać np. liść paproci.
2015/03/13 16:44:46
W fizyce nie należy przesadzać z matematyką ani z filozofią. Fizyka nie powinna być tylko liczydłem ani bleblaniem.
2015/03/13 16:47:05
OK ! w tej kwestii myślę tak samo .

wtorek, 26 marca 2019

Trzy obiekty - diagramy

Już 10 lat temu zastanawiałem się jak i kiedy ten obrazek sporządziłem, bo on bardzo stary - nawet niekolorowy. Może to późniejszy zrzut ekranu bardzo starej notki. - Teraz by mi się nie chciało. - A znalazłem go w kopi już zapomnianego blogu fizgalnew.blox. I pokazuję go jako dowód na to że kiedyś takim leniem nie byłem.
Teraz bym napisał(zależnie od tego jak go "skalibrujesz") lecz jak go zrenormalizujesz - bo to brzmi zjadliwiej.

Ale dlaczego nie ma tego w mojej witrynie WWW ?
Prawdopodobnie moja witryna jest niedokończona, miała być kontynuowana.

Prawdopodobnie, bo pamiętam że gdy moja fizyka nie wzbudziła zainteresowania, zainteresowałem się komputerami - to była moja kolejna pasja. - Teraz nie mam czegoś takiego, nareszcie. - A wcześniej był Zamek. I TKKF.

PS. - W bloxach (było takie blogowisko), a raczej w jednym bloxie, w zbit.blox.pl , wspomniałem o mojej wielkiej przygodzie z Zamkiem (i TKKF) ale tutaj przemilczę. Pamięć o tym teraz skazuję na zabytkową ruinę. - Wystarczy że Zamek przed takim losem uchroniłem.

Nie! Dopiero teraz zrozumiałem że to podłość, to że nagle przestano nawet w gazetach o mnie wspominać. Ten powszechny zanik pamięci stał się możliwy gdy z rodziną wyprowadziliśmy się z tej mieściny. Gdy po wizycie wojewody, który osobiście mi gratulował i dziękował, władza przystąpiła do generalnego remontu - wtedy władzy zaczęła przeszkadzać pamięć o społecznych poprzednikach, inicjatorach. Gdy o nich zapomniano Zamek zaczęto remontować z inicjatywy - oczywiście! - urzędników!
    Dopiero teraz zrozumiałem dlaczego Wojewódzki Konserwator nie wspomniał o mnie w swoich wspomnieniach a kilka słów poświęcił panu który podczas deszczu podkładał puszki na strychu - bo on to tylko folklor, śmiesznostka, żaden inicjator.
    Nie! tego nie daruję, napiszę kawałek prawdziwej historii. Zacznę już w następnej notce.

    Jak trudno w to uwierzyć. Zwłaszcza gdy się w to wierzy.


sobota, 16 marca 2019

Jestem autorem polskiego euklidesowego
ujęcia STW czyli szczególnej teorii względności

Przyznał to nawet prof. Eine, oczywiście krytycznie. Ale tutaj odwetu nie będzie. - Może nawet wypiłbym to piwko.
    Ale ja nie jestem profesorem A.Staruszkiewiczem …

Poza tym prof. Eine dnia 25.06.2017 10:39 w komentarzu do swojej notki Dylatacja czasu we współczesnym eksperymencie poinformował publicznie pana @ersmc2 że jestem autorem polskiego ujęcia euklidesowej SR, czyli STW. - Dziękuję mu za to.

A tym uniwersalnym modelem posiłkowałem się budując moją fg - najpierw wspomnianą STW
a potem ogólniejszą teorię echolokacji galileuszowskich.  

Rysunek brzydki, ale tańszy od akceleratorów,

Ten rysunek uzupełnia tabela sygnałów - zobacz.

Wcześniej zbudowałem minichrony jednostajnych tardionów i tachionów, oraz obiektów jednostajnie przyspieszonych.
Ta notka jest z tych "gorszych", nie dla każdego.
 

wtorek, 12 marca 2019

Zaczęło się, już mnie okradają
- napisałem 2 sierpnia 2008

namalował D.Gorski

Po napisaniu poprzedniej notki [chodzi o notkę Herman-Bondi w blogu zbit.blox.pl z dnia 2 lipca 2008] zacząłem wreszcie energicznie szukać w Internecie materiałów o Bondim. I znalazłem artykuł Fizycy i fizyka spod Wawelu, w którym ktoś sobie żartuje, nazywając poważnie moje żartobliwe „postulaty”, postulatami Staruszkiewicza, a moją fg, czyli euklidesową teorię galileuszowskich echolokalizacji, nazwał “Euklidesową teorią względności“ A.Staruszkiewicza. - Oto fragment tego czyjegoś wygłupu, precyzyjnie prezentujący moją teorię i moją o niej opinię:
„Inną problematyką ściśle fizyczną, która intensywnie zajmuje się A.Staruszkiewicz w ostatnich kilku latach, jest budowa oryginalnej wersji STW w przestrzeni euklidesowej. Mój stosunek do tej domeny jego aktywności, nie jest jednoznaczny. Rozbudował on bardzo szczegółowo tzw. radarową prezentację STW, która działa w euklidesowej geometrii, a nie w pseudoeuklidesowej geometrii H.Minkowskiego.” Maszynką “ produkującą szczegółowe związki są współczynniki Dopplerowskie.

Pierwszym, który wprowadził do dydaktyki radarową ( lub inaczej- radiolokacyjną) wersję STW był H.Bondi [5]. Później wkład do niej wnieśli Polacy [6] , Niemcy[7] i Rosjanie[8]. A.Staruszkiewicz przebija jednak swych poprzedników, gdyż podejmuje jawną krytykę einsteinowskiej STW ze stanowiska ontologii tradycyjnej fizyki. Po prostu – wykazuje zbędność lub wręcz bezsens wprowadzania geometrii czterowymiarowej o metryce pseudoeuklidesowej do wykładu STW oraz jego ujemne skutki teoriopoznawcze w postaci paradoksów kinematycznych (dylatacji sekundy, kontrakcji Lorentza-Fitzgeralda).”

- Przecież to jest precyzyjna recenzja mojej euklidesowej teorii echolokalizacji galileuszowskich i moja o niej opinia, powtórzona przez prof. Eine.

A w poniższej ramce są moje teksty, które prof. Eine zacytował jako teksty A.Staruszkiewicza:



A.Staruszkiewicz ma cięty język i żywą inteligencję, wobec tego nie pudłuje, gdy ustala dwa wielkie postulaty ,które przytoczę, gdyż świetnie ilustrują jego metodologię i filozofię fizyki:


NPFW - NADRZĘDNY POSTULAT FIZYKI WSPÓŁCZESNEJ:

*  Akceptuj świat taki jakim jest czyli nie wiadomo jaki.
*  Świat jest zupełnie inny niż nam się zdaje i nie ma sensu dociekać.

*  Świat jest z zasady niewyobrażalny (beznadziejnie).

*  Wszystko niby tak jakoś jest, ale jakby w jakimś innym sensie
    - czyli "wiem, że nic nie wiem".

*  Siedź i nie podskakuj, bo nawet sam Einstein...

    x ≈ ? (x równa się około nie wiadomo co)

Komentarz autora postulatu: Bez tego postulatu fizyka współczesna nie przetrwałaby nawet sekundy.



NPFG - NADRZĘDNY POSTULAT FIZYKI GALILEUSZOWSKIEJ:

*  Naszą inteligencję stworzył nasz Świat, więc musi ona wystarczać do jego poznania.

*  Im model prostszy tym bliższy prawdy.
    Bo natura nie jest taka głupia, by trwonić się w jakichś zawiłościach.

*  Model niewyobrażalny, to po prostu brak modelu.


Byłoby bardzo cennym, gdyby ktoś włączył “Euklidesową teorię względności“ A.Staruszkiewicza do programów kształcenia nauczycieli. A w wielu audytoriach fizyki teoretycznej powinien wisieć na stałe prawdziwy, acz bolesny slogan:
Bo fizyka współczesna coraz lepiej liczy, ale nadal nie wiadomo co.

Za to jedno zdanko mam ochotę klepnąć go w plecy i krzyknąć:
“Stary, ty jesteś best. Zapraszam na piwko”.

- napisał prof. Eine  dnia 29 listopada 2007 o godz. 15:00.
________________________________________________

Powyższe postulaty są żywcem skopiowane z mojej strony FIZYKA DLA WSPÓŁCZESNYCH PAŃ i z moich bloxów. Nawet z moimi błędami - na przykład "przetrwała by" (ale ja już dawno je poprawiłem). Czyli jednak ktoś uważnie śledzi moje dzieło. A to, mimo wszystko, pocieszający sygnał. Zobacz kto to jest prof. dr hab. Andrzej Staruszkiewicz.

Panie Profesorze, czy Pan naprawdę zrobił moją fizykę?
I opublikował ją Pan tylko u mnie, czy jeszcze gdzieś? I kiedy? - Bo ja rozsyłałem ją w postaci dwóch artykułów "CZY RADAR ŹLE MIERZY ?" już w 1986 roku. Po wszystkich uczelniach i instytutach, także krakowskich, i w PAN.

PS. - A ten dziwny artykuł prof. Einego ukazał się w Internecie 29 listopada ubiegłego [2007] roku i nikt na niego nie zareagował. A powinien chociaż prof. Staruszkiewicz.

Uwaga.
- Profesor Eine przeprosił mnie za swą pomyłkę (może to i pomyłka), ale u siebie nie tam gdzie trzeba, a u mnie komentarzem do notki A-jeśli-chodzi-o-Eine (25 lipca 2008 w moim blogu zbit.blox.pl  którego już nie ma).


Rok 1986
•„Czy radar źle mierzy?" Z1 - dwa obiekty.
•„Czy radar źle mierzy?" Z2 - trzy obiekty.