ale przede wszystkim - o dopplerowskiej euklidesowej fizyce galileuszowskiej,
w której relatywistyczne paradoksy nie zniekształcają źródła ale obrazy którymi źródła oddziaływają.
A logika to rozum najpłytszy, posiadają go nawet maszyny. A erotyka jest wdziękiem płci.
A ten blog jest wspomnieniem moich bloxów, bo ich już nie ma.
Szukaj na tym blogu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polacy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polacy. Pokaż wszystkie posty
sobota, 28 grudnia 2019
piątek, 9 sierpnia 2019
poniedziałek, 17 czerwca 2019
wtorek, 2 kwietnia 2019
DZIEWCZĘTA Z NOWOLIPEK - n o s t a l g i a
sobota, 21 stycznia 2012
Za chwilę w tvp HISTORIA będzie film wyreżyserowany przez Barbarę Sass. Ale ja widziałem wersję reżysera Stanisława Wohla, w genialny sposób przeniesioną do telewizji przez Barbarę Borys-Damięcką. Wspomniałem o niej w notce DZIEWCZETA-Z-NOWOLIPEK-w-rezyserii-Barbary-Sass. - Stanisław Wohl zrobił lepszy film. O wiele lepszy. I grały w nim lepsze aktorki, bo Emilia Krakowska, Elżbieta Kępińska, Zofia Kucówna i Ewa Wiśniewska. Ja tę wersję pamiętam. I dzisiaj ją obejrzę. Ale Sass też nie jest zła.
A w ogóle to zdaje mi się, że dzisiaj w tv będzie kilka dobrych filmów. Na przykład Szósty-zmysł (6 nominacji do Oscarów) i - zwłaszcza - komedia Żądło (7 przyznanych Oscarów). - Ale ja mam chęć na wspomniany spektakl Stanisława Wohla. - A Bezsenność nie polecam - próbowałem obejrzeć go wczoraj, ale nie dałem rady, śmieć nie do oglądania, gwiazdorski niewypał.
PS. - SZÓSTY ZMYSŁ, niespodziewanie piękny film. Innych dzisiaj nie będę oglądał, chcę pozostać w nim.
A w Internecie jest także pierwsza ekranizacja Dziewcząt z Nowolipek, z 1937 roku -
Zajrzałem do mojej biblioteczki i przypomniałem sobie że Pola Gojawiczyńska była moją ulubioną pisarką. Mam jej ROZMOWY Z MILCZENIEM (1957), KRATA (1962), DZIEWCZĘTA Z NOWOLIPEK (1972) i RAJSKA JABŁOŃ (1973). Szkoda tych książek, są bardzo zakurzone. Szkoda też, że beletrystyki już nie czytam. - Ale stale jestem pod ogromnym wrażeniem spektaklu Wohla. I nie wiem dlaczego, ale najbardziej w pamięć wryła mi się nauczycielka-narratorka i Kwiryna. Ale pozostałe postacie też pamiętam. Coraz smutniej. A czołówka tego filmu, muzyka i obraz, nastraja bardzo nostalgicznie. Już rozpaczliwie.
Najtrudniej żegnać się z arcydziełami. Ze wzruszeniami.
A ŻĄDŁO obejrzałem, nie całe, jutro (w niedzielę). Niestety, też gwiazdorski niewypał, bez psychologii, ze sztuczną dramaturgią. - Żadnej nagrody bym nie dał, najwyżej Oscary, zgodnie z zasadą pójdź śmieciu do śmiecia. I pewnie tak było. - Przełączyłem się na Justynę Kowalczyk i teraz czekam aż reklamy się skończą.
I się doczekałem - Justyna znów wygrała! A dramaturgia była prawdziwa. - Może znów zdobędzie Puchar Świata.
A przedwczoraj widziałem DOLINĘ ISSY - to genialny film. Szkoda że tym razem widziałem tylko jego koniec. - To „jeden z najpiękniejszych plastycznie filmów w dziejach polskiego kina” - napisał Konrad J. Zarębski. Z tym też się zgadzam. Ale wszystko jest w nim genialne, a najbardziej może Krzysztof Gosztyła - wierzę, że oszalał nie bez powodu (jako leśnik, w tym filmie). - A Tadeusz Konwicki, reżyser, cudownie wmontował tu wiersze Miłosza - w tym filmie bardzo mi się podobają. - Wszystko jest cudowne w tym filmie, i wszyscy.
Podobnie Siostry-Lilpop-i-Ich-Miłości. - Pamiętałem, że to film wspaniały, piękny, a teraz przypomniałem sobie dlaczego. Że wtedy inteligencja polska była intelektualna, a teraz wszystko jest bucowate. - Dzięki tym siostrom i ich środowisku Polska była zauważana w świecie. Na przykład nie tylko znali, przyjaźnili się np. z Gershwinem, ale razem z nim się bawili, cieszyli, wygłupiali. Nikt nie wątpił w to, że byli kimś, także zagranica, byli równi największym. - Nie ma sensu wymieniać wielkich nazwisk, bo to było całe środowisko. To było towarzystwo. - To jest bardzo wzruszająca historia. Pięknych ludzi.
Tyle jest wspaniałych polskich nazwisk a ja ich nie znam. Się w nich nie orientuję. Bo nasza historia nie jest ciągła. Dawno temu się urwała. Ale jej ślady jeszcze istnieją, przynajmniej w kulturze. W takich filmach dokumentalnych. I w archiwach szacownych instytucji na całym świecie. Oraz w jeszcze żywych wspomnieniach. - Oni rozsławiali Polskę.
Za chwilę w tvp HISTORIA będzie film wyreżyserowany przez Barbarę Sass. Ale ja widziałem wersję reżysera Stanisława Wohla, w genialny sposób przeniesioną do telewizji przez Barbarę Borys-Damięcką. Wspomniałem o niej w notce DZIEWCZETA-Z-NOWOLIPEK-w-rezyserii-Barbary-Sass. - Stanisław Wohl zrobił lepszy film. O wiele lepszy. I grały w nim lepsze aktorki, bo Emilia Krakowska, Elżbieta Kępińska, Zofia Kucówna i Ewa Wiśniewska. Ja tę wersję pamiętam. I dzisiaj ją obejrzę. Ale Sass też nie jest zła.
A w ogóle to zdaje mi się, że dzisiaj w tv będzie kilka dobrych filmów. Na przykład Szósty-zmysł (6 nominacji do Oscarów) i - zwłaszcza - komedia Żądło (7 przyznanych Oscarów). - Ale ja mam chęć na wspomniany spektakl Stanisława Wohla. - A Bezsenność nie polecam - próbowałem obejrzeć go wczoraj, ale nie dałem rady, śmieć nie do oglądania, gwiazdorski niewypał.
PS. - SZÓSTY ZMYSŁ, niespodziewanie piękny film. Innych dzisiaj nie będę oglądał, chcę pozostać w nim.
A w Internecie jest także pierwsza ekranizacja Dziewcząt z Nowolipek, z 1937 roku -
![]() |
| Alexey Kartyshov |
Najtrudniej żegnać się z arcydziełami. Ze wzruszeniami.
A ŻĄDŁO obejrzałem, nie całe, jutro (w niedzielę). Niestety, też gwiazdorski niewypał, bez psychologii, ze sztuczną dramaturgią. - Żadnej nagrody bym nie dał, najwyżej Oscary, zgodnie z zasadą pójdź śmieciu do śmiecia. I pewnie tak było. - Przełączyłem się na Justynę Kowalczyk i teraz czekam aż reklamy się skończą.
I się doczekałem - Justyna znów wygrała! A dramaturgia była prawdziwa. - Może znów zdobędzie Puchar Świata.
A przedwczoraj widziałem DOLINĘ ISSY - to genialny film. Szkoda że tym razem widziałem tylko jego koniec. - To „jeden z najpiękniejszych plastycznie filmów w dziejach polskiego kina” - napisał Konrad J. Zarębski. Z tym też się zgadzam. Ale wszystko jest w nim genialne, a najbardziej może Krzysztof Gosztyła - wierzę, że oszalał nie bez powodu (jako leśnik, w tym filmie). - A Tadeusz Konwicki, reżyser, cudownie wmontował tu wiersze Miłosza - w tym filmie bardzo mi się podobają. - Wszystko jest cudowne w tym filmie, i wszyscy.
Podobnie Siostry-Lilpop-i-Ich-Miłości. - Pamiętałem, że to film wspaniały, piękny, a teraz przypomniałem sobie dlaczego. Że wtedy inteligencja polska była intelektualna, a teraz wszystko jest bucowate. - Dzięki tym siostrom i ich środowisku Polska była zauważana w świecie. Na przykład nie tylko znali, przyjaźnili się np. z Gershwinem, ale razem z nim się bawili, cieszyli, wygłupiali. Nikt nie wątpił w to, że byli kimś, także zagranica, byli równi największym. - Nie ma sensu wymieniać wielkich nazwisk, bo to było całe środowisko. To było towarzystwo. - To jest bardzo wzruszająca historia. Pięknych ludzi.
Tyle jest wspaniałych polskich nazwisk a ja ich nie znam. Się w nich nie orientuję. Bo nasza historia nie jest ciągła. Dawno temu się urwała. Ale jej ślady jeszcze istnieją, przynajmniej w kulturze. W takich filmach dokumentalnych. I w archiwach szacownych instytucji na całym świecie. Oraz w jeszcze żywych wspomnieniach. - Oni rozsławiali Polskę.
sobota, 21 stycznia 2012
niedziela, 31 marca 2019
Profesor Andrzej Krzywicki
Poniższy tekst skopiowałem z blogu damskimokiem.blox.pl.
Andrzej Krzywicki postanowił dodać do wszystkich dotychczasowych opracowań biograficznych także trochę od siebie. Jego osoba przewijała się oczywiście w najróżniejszych publikacjach o Krzywickich, jednak on sam nie miał jak dotąd okazji przedstawić swojego własnego spojrzenia na przeszłość rodziny i własną młodość. Andrzej pozostawał bowiem zawsze w cieniu swojego starszego brata Piotrusia, którego tragiczna śmierć pod koniec II Wojny światowej zaważyła na życiu jego i matki. Andrzej wydawał się być tym mniej kochanym dzieckiem, chyba niesłusznie, gdyż Irena Krzywicka po śmierci starszego syna, męża, oraz przyjaciela Boya Żeleńskiego, właśnie na młodszego przelała całą swoją miłość.
Znaczną część książki autor poświęca życiu na emigracji oraz opisowi swojej drogi kariery naukowej, co uatrakcyjnia licznymi anegdotami. Z dystansu patrzy także na Polskę i Polaków i bez owijania w bawełnę pisze co mu się w naszym kraju podoba, a co nie. Bardzo to czasem zabawne i pouczające .
Andrzej Krzywicki wspomina także swoje wczesne dzieciństwo, w tym Powstanie Warszawskie. Szczególnie zainteresował mnie ten temat, gdyż w tym samym czasie, co Diabelski Młyn, czytałam książkę Rymkiewicza „Kinderszenen”. Obaj panowie są prawie rówieśnikami, w trakcie wybuchu Powstania mieli lat 9 (Rymkiewicz) i 7 ( Krzywicki). To samo powstanie, podobne przeżycia, a jakże różna jego ocena! Krzywicki ocenia Powstanie jako wielkie bohaterstwo, ale także ogromną polityczną naiwność. Ocena Rymkiewicza jest zgoła odmienna (będzie o tym wkrótce na blogu). A przecież młody Krzywicki miał podczas II wojny światowej szczególnie ciężko ze względu na swoje żydowskie pochodzenie. Ilu ludzi, tyle perspektyw...
Na początku przydałby się mały wstęp dla tych, którzy nie wiedzą kim jest Andrzej Krzywicki. Autor książki to syn Ireny Krzywickiej, polskiej skandalizującej pisarki - autorki między innymi autobiograficznych „Wyznań gorszycielki”. Krzywicka opisała w nich barwny świat bohemy artystycznej polskiego dwudziestolecia międzywojennego. Niestety „Wyznań gorszycielki” nie czytałam, gdyż książka jest obecnie dostępna wyłącznie w obrocie antykwarycznym lub na Allegro w dosyć wysokich cenach, a ja niestety nie mam w sobie wystarczająco silnego instynktu łowcy. Czekam więc na wznowienie książki, a jest na to chyba jakaś nadzieja, gdyż ostatnio niektóre dzieła Krzywickiej zostały ponownie wydane. Na moim blogu recenzowałam niedawno "Wielkich i niewielkich" - zbiór reportaży i wspomnień o znanych postaciach Dwudziestolecia.
W 1999 roku ukazała się także biografia Krzywickiej - „Długie życie gorszycielki” autorstwa Agaty Tuszyńskiej. Również i ta książka czeka u mnie w kolejce na przeczytanie. Niestety, jak widać nie mam pełnej perspektywy na losy rodziny Krzywickich. Mimo wszystko zabrałam się jednak za "Diabelski Młyn" i naprawdę było warto, bo książka napisana jest świetnym piórem, godnym słynnej matki, z dowcipem, ale i mądrością oraz emigranckim dystansem do polskich spraw.
Andrzej Krzywicki postanowił dodać do wszystkich dotychczasowych opracowań biograficznych także trochę od siebie. Jego osoba przewijała się oczywiście w najróżniejszych publikacjach o Krzywickich, jednak on sam nie miał jak dotąd okazji przedstawić swojego własnego spojrzenia na przeszłość rodziny i własną młodość. Andrzej pozostawał bowiem zawsze w cieniu swojego starszego brata Piotrusia, którego tragiczna śmierć pod koniec II Wojny światowej zaważyła na życiu jego i matki. Andrzej wydawał się być tym mniej kochanym dzieckiem, chyba niesłusznie, gdyż Irena Krzywicka po śmierci starszego syna, męża, oraz przyjaciela Boya Żeleńskiego, właśnie na młodszego przelała całą swoją miłość.
Andrzej Krzywicki w Diabelskim Młynie pisze jednak przede wszystkim o sobie, a nie o matce. Być może wynika to właśnie z tego ukrytego kompleksu „ niekochanego” drugiego - gorszego syna. Jest to po części trochę niesprawiedliwe, gdyż matka poświęciła się mu z całym oddaniem i z ogromnym zaparciem walczyła o jego życie i późniejszy powrót do zdrowia. Andrzej zachorował bowiem w młodości na polio - chorobę, która nigdy już nie pozwoliła mu dojść do pełni sił - autor nie odzyskał pełnej ruchowej sprawności i do dzisiaj jest zmuszony poruszać się przy pomocy kul.
Andrzej Krzywicki, podobnie jak jego matka, życie miał bardzo bujne, także to osobiste. Cztery małżeństwa, z czego o trzecim nie pisze prawie wcale, chociaż właśnie to trzecia żona urodziła mu ukochanego syna. Złe wspomnienia o trzeciej żonie wynikały prawdopodobnie z ostrego konfliktu na linii - synowa- teściowa, o czym pisze Agata Tuszyńska w „Długim życiu Gorszycielki”.
Znaczną część książki autor poświęca życiu na emigracji oraz opisowi swojej drogi kariery naukowej, co uatrakcyjnia licznymi anegdotami. Z dystansu patrzy także na Polskę i Polaków i bez owijania w bawełnę pisze co mu się w naszym kraju podoba, a co nie. Bardzo to czasem zabawne i pouczające .
Andrzej Krzywicki wspomina także swoje wczesne dzieciństwo, w tym Powstanie Warszawskie. Szczególnie zainteresował mnie ten temat, gdyż w tym samym czasie, co Diabelski Młyn, czytałam książkę Rymkiewicza „Kinderszenen”. Obaj panowie są prawie rówieśnikami, w trakcie wybuchu Powstania mieli lat 9 (Rymkiewicz) i 7 ( Krzywicki). To samo powstanie, podobne przeżycia, a jakże różna jego ocena! Krzywicki ocenia Powstanie jako wielkie bohaterstwo, ale także ogromną polityczną naiwność. Ocena Rymkiewicza jest zgoła odmienna (będzie o tym wkrótce na blogu). A przecież młody Krzywicki miał podczas II wojny światowej szczególnie ciężko ze względu na swoje żydowskie pochodzenie. Ilu ludzi, tyle perspektyw...
Ogólnie poglądy Krzywickiego, podobnie jak jego matki, oceniłabym jako lewicowe. Chociaż on sam siebie za lewicowca nie uważa, bo twierdzi, że wybieranie jednej opcji światopoglądowej w dzisiejszych czasach jest przestarzałe. On podobno w zależności od sytuacji wybiera sobie coś ze światopoglądu prawicy lub lewicy. Nie do końca wierzę w takie rozszczepienie wartości, ale niech mu będzie..:))
Sam Krzywicki nie do końca budzi też sympatię. Pogmatwane życie uczuciowe, nie zawsze właściwy stosunek do drugiej, podobno najbardziej kochanej żony ( Ela umiera samotnie w szpitalu), oraz pewna marginalizacja matki, mogą wzbudzić w nas czasem niechęć do autora Z drugiej strony Krzywicki to człowiek z krwi i kości ze swoimi wadami i zaletami.
Diabelski Młyn to bardzo ciekawa książka, aż szkoda, że przeszła przez rynek prawie bez echa. Andrzej Krzywicki niewątpliwie odziedziczył w części talent pisarski po matce. Polecam książkę gorąco i zachęcam do zakupu, jeżeli ktoś ją jeszcze wypatrzy w księgarni ( ja ją kupiłam za 5 zł w Taniej Książce naprzeciwko Starego Browaru w Poznaniu).
Diabelski Młyn. Andrzej Krzywicki. Czytelnik.2005
czwartek, 01 września 2011, ktotoczyta - recenzja.
zbit fg - mój komentarz
2016/10/15 17:44:43
Ja, gdy zacząłem tę książkę czytać (2009) od razu wiedziałem że to NAJLEPSZA KSIĄŻKA O POLSCE I O POLAKACH. I o fizyce. - O wszystkim. - Także dla najinteligentniejszych. Przede wszystkim. - Zobacz.
NAJLEPSZA KSIĄŻKA O POLSCE I POLAKACH
I o fizyce. - O wszystkim. - Także dla najinteligentniejszych. Przede wszystkim.
24 kwietnia 2009
na uniwersytecie paryskim.
"Byłbym też osłupiał gdybym się dowiedział jak w wolnej Polsce będą oceniani Lech Wałęsa i Wojciech Jaruzelski [...] - generał ma więcej pozytywnych opinii. [..] Czy bierze się to z pierworodnej sprzeczności o której wspomniałem wyżej, która zaciążyła nad "Solidarnością" i sprawiła, że dużo ludzi poczuło się oszukanych? Ciekawe, że Mickiewicz podobnie widział nastroje swoich czasów:
Ręce, za lud walczące, sam lud poobcina;Imion, miłych ludowi - lud pozapomina ..."
To było na stronie 182. - O tej książce wspomniałem we wcześniejszej notce.
A na stronie 198 jest o cząstkach elementarnych: "... ich czas życia zależy od ich prędkości, próżnia jest dynamicznym ośrodkiem, w którym bezustannie rodzą się i znikają wirtualne cząsteczki itd." *
Właśnie to pokazują moje minichrony. Nawet że czas życia zależy od prędkości. Ale nie tak jak Einstein sugeruje - tutaj chodzi o czas między kreacją i anihilacją. - Przypuszczam, że minichrony pozwolą wyjaśnić dlaczego elektron krąży wokół jądra, i czy naprawdę krąży, po orbicie. - Przecież one pokazują, że jest tak jakby pędząca cząstka zmieniała znak, jakby raz odpychała a potem przyciągała, oscylując, może po brojlowsku. - Może od tego "jakby", wszystko zależy?
Obserwable to świat obserwowany. Skutki oddziaływań świata obiektywnego. - Minichrony pokazują, że to jedna - jedna pędząca cząstka - oddziaływa z inną cząstką jak grupa cząstek i antycząstek. Wirtualnych?
Oj fizycy fizycy, współcześni - ciemna z was masa, skoro tego nie widzicie. Że i samolot, względem was naddźwiękowy, tak dźwiękiem z wami oddziaływa. Że nie może być inaczej. - To też minichrony.
Minichrony też są różne, jak radary, bo obserwacje też zależą od rodzaju sygnałów którymi się ich dokonuje. Jak echolokalizacje. Na przykład czy sygnał ma szybkość c względem źródła czy odbiornika. - Bardzo dziwne właściwości miałby świat spostrzegany (oddziaływujący) sygnałami de Broglie'a, czyli sygnałami o prędkości falowej (fazowej) vf = c2/vg. - Pamiętam, że w jednostajnym ruchu prostoliniowym cząstki o szybkości v(po tym torze), wszystkie sygnały vf docierają do obserwatora w jednej chwili, z całego toru, nawet nieskończenie długiego. Mimo że cząstka generuje je kolejno, w różnych chwilach, w różnych punktach toru. - Czyli długo długo nic, a potem jeden grzmot rozwalający wszystko, to znaczy oberwatora, jednym błyskiem całego toru, jak świetlówki.
To była moja pierwsza minichrona. Może przez tę zaskakującą jej właściwość zająłem się innymi sygnałami, zwłaszcza c = const, względem czegoś. - Ale wtedy mój mózg był już dojrzały, miał 49 lat (nie rozumiem tylko tego jakim cudem jeszcze to pamięta - bo ja te minichrony wyrzuciłem 20 lat temu, podczas generalnego sprzątania, podobnego do tego jakie teraz zaczynam, od wyrzucania czasopism i książek).
Ale po co ja o tym piszę - to dla was za trudne. Tu potrzeba troszeczkę wyobraźni, by to narysować i z tego wyprowadzić wzory. Nie wiadomo po co.
Uwaga. - vg jest składową prędkości v skierowaną z toru do obserwatora.
A ta książka naprawdę jest jedną z najlepszych książek jakie czytałem w życiu. Wyjątkowo mądra i uczciwa.
Pół Żyd a ja go kocham.
________________________________________________
* Przypominam sobie (jeśli się nie mylę), że z minichron wynika, że wszystko, także czas życia, bardziej zależy od przyspieszenia cząstki - Możesz to sprawdzić.
- Czas życia cząstki czy jej obrazu, paczki falowej? - O to spytałem w marcu 2019.
PS. - Andrzej Krzywicki, syn Ireny Krzywickiej, "wybitny uczony, profesor fizyki teoretycznej na uniwersytecie paryskim", rok ode mnie młodszy. - Już dziękuję ofiarodawczyni, zanim uczynię to na papierze, bo może moich blogów nie czyta. - Kilka lat temu przeczytałem książkę jego matki, WICHRY I TRZCINY, otrzymaną z tego samego źródła. Bo ofiarodawczyni też tak się nazywa.
Andrzej Krzywicki napisał wspaniałą ważną książkę. - Tym bardziej dziękuję. - A z okładki wiem, że jest w niej także o jego spotkaniach z wybitnymi umysłami naszych czasów i o środowisku naukowym fizyków.
Bardzo ciekawa książka, dobry przyczynek do znanej mi historii, mojej epoki.
Fascynująca!
piątek, 24 kwietnia 2009
PS1. - Profesor Andrzej Krzywicki zmarł 2 czerwca 2014 w Paryżu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






