Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dylatacja i kontrakcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dylatacja i kontrakcja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 kwietnia 2019

Opisałem 5 euklidesowych echolokacji

A może galileuszowskich:
eQ  ogólnymi sygnałami C1F , C2F
oraz szczególnymi sygnałami eP   eR   eS  i  eT 
- na stronie Sygnały w mojej witrynie WWW pokazuję ich sygnały i modele mnemotechniczne oraz mój ortonormalny diagram czasoprzestrzenny eR i eT.
Do zbudowania STW Einsteina wystarczyły dwie: eR i eT
- STW jest paraecholokacją eRT czyli ilorazem eR/eT .
Iloraz ten, wartości relatywistycznej eR i wartości spoczynkowej eT , jest miarą paradoksu relatywistycznego, czyli Einsteina. - Dalej będę pisał tylko o nich. A zacznę od tego że szybko uznałem eR za zbędną, że wystarczy eT. Jednym słowem przestałem wierzyć w istnienie relatywistycznych paradoksów. - Dopiero po 30 latach w nie uwierzyłem, gdy dostrzegłem ogromne znaczenie mojego wzoru na relatywistyczną energię. To naprawdę piękny wzór, z oczywistą dopplerowską fizycznością.

Kolejnym olśnieniem było zrozumienie tego że relatywistyczne paradoksy nie dotyczą źródeł, ale ich obrazów, "paczek falowych", którymi źródła oddziaływają. Na przykład elektrony.

A dzisiaj dostrzegłem ogromny bałagan w mojej głowie i w moim Internecie, w temacie antymaterii. - Wydaje mi się że najpraktyczniejsze są minichrony. Oraz diagramy i wzory eR na stronie Echolokalizacje obiektów pod-  i nadsygnalnych w mojej witrynie WWW. Czyli w różny sposób pokazałem że tachiony generują obrazy i antyobrazy. Obowiązkowo!

    Ale nie o to teraz chodzi, teraz uważam że elektromagnetyczne obrazy Einstein "wygenerował" właściwe (może oprócz kontrakcji). Że na przykład miarą Einsteina dylatacji, jego relatywistycznego paradoksu czasu, jest czynnik Lorentza gR. Ale Einstein rozwinął go względem pseudoeuklidesowej (relatywistycznej) szybkości VR<c a ja względem euklidesowej (klasycznej) szybkości VT . Dzięki temu mogłem rozwinąć jak wyżej Einsteina wzór E=mc2..
    Zobacz Nowe definicje w mojej witrynie WWW.

    Nie wszystkie obrazy i antyobrazy są elektromagnetyczne. Na przykład akustyczne obrazy i antyobrazy naddźwiękowego samolotu.

_______________________________________
Ale teraz idę spać, jestem wykończony. - Niecierpliwi niech zerkną do poprzedniej notki Anteny fizyków i antymateria.

niedziela, 21 kwietnia 2019

Prof. Zbiiit mierzy według własnego punktu widzenia, czyli widzimisie

Dnia 21 grudnia 2010 prof, zbiiit (przez 2 ii ale ja piszę 3) zacytował notkę Zbysia (to ja) z dnia 20 grudnia 2010:

Zbyś akurat napisał na swoim blogu głupiutką notkę, która pięknie pokazuje, jak bardzo Zbyś nierozumie Einsteina, zajmę się najpierw tą notką. - Notka Zbysia zaczyna się tak:
"Fizycy podobnie sprawdzają wzory, na przykład na kontrakcję. - "Aby  móc odpowiedzieć na pytanie, jaka jest długość [ruchomego] pręta l  mierzona przez obserwatora O, należy podać metodę pomiaru." - napisali Kopczyński i Trautman w [36/75]. I oczywiście wybrali metodę radarową oczywiście z Einsteina jednoczesnością. - "Obserwator  O wyśle dwa sygnały świetlne w kierunku końców pręta. Zrobi to w ten  sposób, żeby z jego punktu widzenia odbicie od obu końców nastąpiło  równocześnie." - To znaczy jak to zrobi? - Podobno już Einstein  tego nie wiedział, a na pewno ja to zauważyłem w latach 80-tych - że dla  pręta o nieznanej długości l0 nie jest to możliwe. A od kilku lat głoszę to także w Internecie, np. w mojej witrynie WWW.
     Ale dla znanej długości l0 można zastosować metodę Einsteina, bo znaną długość można tą metodą  "zmierzyć". To znaczy zecholokalizizować, czyli obliczyć. Bo znając l0 można obliczyć czas o jaki wcześniej należy wysłać pierwszy sygnał, by dotarł do dalszego końca pręta jednocześnie z drugim sygnałem wysłanym  później do końca bliższego."
Zbyś najwyraźniej uważa, że obserwator O zanim zacznie wysyłać sygnały, musi najpierw jakoś wyliczyć czas między wysłaniem sygnału do dalszego końca pręta i wysłaniem sygnału do bliższego końca pręta. A takie wyliczenie rzeczywiście jest niemożliwe, jeśli wcześniej nie zna się długości pręta, którą dopiero ma się zmierzyć.

Tymczasem obserwator O wcale tego robić nie musi! Wbrew temu, co Zbyś zauważył w latach 80-tych, istnieje metoda takiego wysłania dwóch sygnałów świetlnych, by z punktu widzenia Obserwatora O nastąpiło ich równoczesne odbicie od obu końców mierzonego pręta.

Tu warto dodać, że gdyby tej metody nie było, to Einstein faktycznie byłby osobą słabą na umyśle, która mówi o metodzie pomiaru i zarazem nie wie, jak go przeprowadzić. A może nawet byłby kretynem - tak w każdym razie przedstawia Einsteina Zbyś - który potrafi mierzyć wyłącznie długość, którą już wcześniej zna. Ale wbrew Zbysiowemu "zauważaniu" Einstein potrafi zmierzyć także długość pręta, której wcześniej nie zna

To znaczy jak to zrobi?

Banalnie. Metodą prób i błędów. Uwaga! Nie będzie wcześniej niczego liczył! Będzie po prostu zmieniał odstęp czasowy między parą sygnałów do momentu aż zobaczy, że oba sygnały odbijają się równocześnie od obu końców pręta. Aż będą równoczesne z jego punktu widzenia. To ważne, że z jego punktu widzenia, a nie z jakiegoś absolutnego punktu widzenia kogoś w rodzaju Pana Boga, kto wie, "jak to było naprawdę".

Ustalony taką metodą prób i błędów odstęp między dwoma sygnałami całkowicie wystarczy do obliczenia długości pręta z punktu widzenia obserwatora O.

Oczywiście wystarczy tylko w wypadku, gdy przyjmie się postulat o stałej prędkości c. Bo gdyby wymyślić jakieś inne fotony, zwłaszcza takie nie całkiem wyobrażalne, może nawet osobne dla każdego z końców pręta, to sprawa miałaby się całkiem inaczej. Na przykład po Zbysiowemu.

Jeśli jednak krytykuje się Einsteina, to przynajmniej wypadałoby najpierw zrozumieć, jak sprawa miała się po Einsteinowemu. A nie wmawiać Einsteinowi, że był idiotą, który umie mierzyć wyłącznie pomierzone pręty...

Koniec cytatu.
- Tak skomentował moją notkę wybitny fizyk współczesny, ze swego punktu widzenia. - Poziom opozycji totalnej.

PS. - Jeżeli prof. zbiiit z pomiaru wybiera wyniki według własnego widzenia, to nie musi mierzyć - wystarczy własne widzenie.
    Pomiar w którym wynik przyjmuje się ze swego punktu widzenia nie mieści się nawet w metodzie "pi razy oko".

A metoda prób i błędów jest kolejną renormalizacją, prawdopodobnie najśmieszniejszą. Też uzupełnia teorię tak by liczyła wyniki "takie jak trzeba", a nie takie jakie wymuszają postulaty teorii. Albo niewłaściwa ich interpretacja.

Zbiiit jest moim biografem i recenzentem - wspomniałem o nim w poprzedniej notce.

Do ostatniej chwili nie mogłem się zdecydować - pokazać to czy nie. - Ale to unikat - nigdzie nie znajdziesz takiego nagromadzenia kretyństwa jak u prof. zbiiit. - Ale może to nie tylko on, może jeszcze prof. SNAFU (Trurl i erg.samowzbudnik) bo on tę metodę prób i błędów mi polecał, z dwoma podobnymi kretyństwami, podpierając je jakimś kretynem. To jest w tym bloxie. - A może to jedna osoba, 3 w jednym, bo trudno przypuszczać że w jednym czasie jest tyle aż takich kretynów. - Ale jeszcze kilku znam.

STW jest teorią relatywistycznych paradoksów

Stosunki eR/eT są miarami
relatywistycznych paradoksów.

Gdzie eR i eT
są euklidesowymi echolokalizacjami

eR  sygnałami Einsteina
       relatywistycznymi
       "paradoksalnymi"
             c , -c

eT  sygnałami moimi
      Michelsona-Morleya
      "spoczynkowymi"
           VT+c , -c 

Te dwie euklidesowe echolokalizacje wystarczą do zbudowania Einsteina STW, według przepisu
   eRT ≡ eR/eT ≡ STW*
który rozumiem tak:
echolokalizuj sygnałami eT
              a licz wzorami eR

a nazywam paraecholokalizacją
- jest ona moją definicją STW.



Wiem, za mało tu napisałem by to zrozumieć. - Ale w ogóle w Internecie napisałem tyle, że wystarczy, ale większość tego za tydzień zniknie. - Ale może to co jest w mojej witrynie WWW wystarczy.

A po drugie to ja już nie piszę po to by ktoś to zrozumiał, ale tylko po to żeby było, by przetrwało.
Bo kontynuatora się nie doczekałem. - O złodziei łatwiej.

_________________________________________________
* - Pamiętaj że kontrakcja Einsteina jest renormalizacyjnym wyjątkiem - zobacz zakończenie notki Dlaczego Einstein zbudował szczególną teorię względności - wstęp. I stronę Kontrakcja Einsteina w mojej witrynie WWW - tam są także ważne uwagi o jednoczesności.
 

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Henryk Krzemiński nudzi niewiedzą

Nie zna mojej fizyki. I dlatego nadal nie wie dlaczego energia ruchomej masy zmienia się relatywistycznie a nie klasycznie. Że to efekt klasycznego zjawiska Dopplera. Co widać w tym moim dopplerowskim rozwinięciu wzoru E = mc
albo w tym

w których K jest współczynnikiem Dopplera, czyli miarą jego efektu (oba wzory dają te same wyniki co słynny wzór Einsteina emcekwadrat). - Ale pan Krzemiński mógł o nim nie wiedzieć bo jeszcze do niedawna najtęższe głowy zapewniały że w fizyce takie pojęcie nie występuje. Profesorzy fizyki tak pisali, także u mnie, w moim bloxie.

Ale ja nie wierzę panu Krzemińskiemu - przypuszczam że on tylko tak udaje. I proponuję mu współpracę - niech mnie czyta. Tutaj i w mojej witrynie WWW. Zamiast pisać stuletnie bzdury pseudoeuklidesowe.

PS. - Moje "dopplerowskie" rozwinięcie czynnika Lorentza
pozwala rozwinąć Einsteina wzór na dylatację tak jak wyżej wzory na energię. - Ale dylatacja nie zmienia własnego czasu źródła ("zegara") lecz jego obrazu. Jego okres, tradycyjnie oznaczany literą T (odwrotność częstotliwości). - Bo tak chce klasyczne zjawisko Dopplera. I relatywistyczne.


Ale styl pana Krzemińskiego mi się podoba. Dlatego podaję adresy jego blogów:
    https://teologiawnauce.blogspot.com/2016/02/szczegolna-teoria-wzglednosci-ogromna.html
    https://niebocentryzm.blogspot.com/  ten blog jest nadal prowadzony.
Są tu przydatne informacje.

PS1. - Guzik z naszej współpracy - pan Henryk Krzemiński już mi nie pozwala u niego komentować. Szlaban. - Taka jego misja.

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Co naprawdę zrobił Hermann Bondi

Bondi pierwszy STW Einsteina zbudował współczynnikiem Dopplera - ja jestem drugi. Czyli on pierwszy zbudował STW konsekwentnie radarowo, a nie tylko, jak Einstein, radarowo zdefiniował "jednoczesność" - jednego zdarzenia z samym sobą (!). - Bondi co prawda wyprowadził wzór liczący relatywistyczną szybkość VR (u Einsteina jest ona skądś znanym parametrem, jak wszystkie wartości spoczynkowe), ale nie wyprowadził wzorów eT liczących wartości spoczynkowe (także ruchomych obiektów), a bez nich nie można zbudować paraecholokalizacji eRT czyli STW Einsteina - sposobem euklidesowym!!! A dopiero wtedy można euklidesowo zinterpretować STW. - To zrobiłem tylko ja. A to znaczy że nasz świat wyciągnąłem z pseudoeuklidesowej czasoprzestrzeni Minkowskiego i na powrót umieściłem go w euklidesowej czasoprzestrzeni, klasycznej.
    Czyli uczeni niesłusznie twierdzą że Bondi zrobił to co ja, ale wcześniej. - Ale czy oni wiedzą co twierdzą?
     Mnie się wydaje że nie. W przeciwnym razie świadomie kłamią.

     Może me47 w moim imieniu ;)) przejrzy książkę RELATIVITY AND COMMON SENSE …
     Ugarow w [57/339] informuje że istnieje jej rosyjski przekład z 1967 roku. Poza tym nie napisał o niej niczego interesującego, poza tym że jest to oryginalny wykład kinematyki Eisteina STW, interesujący dydaktycznie. 

    Prawdę mówiąc, już nie interesuje mnie ta książka Bondiego, interesuje mnie tylko to, czy Bondi inaczej zbudował STW Einsteina, czy tylko inaczej ją wykłada - domyślam się, że on tylko inaczej napisał wzory Einsteina, eliminując z nich relatywistyczną prędkość β - wystarczy w czynniku Lorentza podstawić w jej miejsce iloraz (k2-1)/k2+1) i potem te "nowe" wzory estetycznie uprościć. - Mówiąc krótko, chodzi mi o to, czy Bondi pseudoeuklidesową STW Einsteina zbudował euklidesowo - jeśli tak, to czy tak samo jak ja, czyli tak jak pokazuję w mojej WWW i we wszystkich moich blogach, a w 1986 roku, na papierach. - Jeśli Bondi to zrobił i tak jak ja, to rzeczywiście zrobił to co ja - wtedy swą głowę posypię popiołem.

    Ale wydaje mi się, że ja znam odpowiedź, że współcześni uczeni to kunktatorskie dupki odwlekające swą kompromitację, chodzi mi więc już tylko o to by inni co do tego nie mieli wątpliwości. Tego domaga się ode mnie zwykła uczciwość, klasyczna. - No i by ośmieszyć tych co pozbawiają mnie autorstwa tego co ja zrobiłem. - Już raz mi się to udało - zobacz. - Ale wtedy wsparła mnie opinia publiczna.

A to, że ktoś pisze niesprzecznie, nawet wewnętrznie, nie znaczy że pisze prawdę. Bo niesprzecznie znaczy na przykład, że jeśli raz na jakiś temat skłamał (lub się pomylił), to już zawsze, konsekwentnie, tego kłamstwa broni. - Naprawdę na założeniu że 2 razy 2 równa się 5 można niesprzeczną teorię, nawet matematykę, zbudować - wystarczy zaakceptować z tej teorii wynikłe "paradoksy". Poprawiać je odpowiednimi "czynnikami Lorentza" - w tym przykładzie może nim być  γ = 5/4. Stosunek paradoksu do prawdy, prawdziwej, "spoczynkowej".

     Podobno Weyl i Minkowski udowodnili że STW (szczególna teoria względności) jest wewnętrznie niesprzeczna. - To wyczyn godny największego podziwu, bo to bardzo trudno udowodnić, trudniej niż to że nie ma igły w stogu siana, a nawet że nie ma niewiadomoczego. - O wiele łatwiej udowodnić to że:
Wewnętrznie niesprzeczne może być każde kłamstwo i każda głupota.
Wewnętrznie niesprzeczne jest każde błędne koło.


Wewnętrzna niesprzeczność nie jest naukowym kryterium. Jest propagandową bzdurą.

Każda renormalizacja czyni teorię wewnętrznie sprzeczną. - Moja euklidesowa STW byłaby sprzeczna gdybym moją kontrakcję zastąpił kontrakcją Einsteina. A póki co, zastąpiłem, by się mafii nie narażać.- A Einstein ją dopostulował, bo mu się tak podobało.

niedziela, 7 kwietnia 2019

To jeszcze nie to, ale to jest najważniejsze

Od marca 2016 roku zapewniam że bronię STW Einsteina, jego paradoksów, tylko twierdzę że one nie zniekształcają świata, ale jego obrazy. Że klasyczne zjawisko Dopplera je zagęszcza bardziej lub mniej, zależnie od szybkości, a nawet prędkości, źródła promieniującego te obrazy. Że nie ubywa ani przybywa cykli, ich ilość się nie zmienia, zmienia się natomiast ich długość. A w sumie zwiększa się długość obrazu, jego "głębia" (głębokość), "paczki falowej". To ich i tylko ich dotyczy dylatacja i kontrakcja, i inne paradoksy, na przykład masy (ale jej przypadek wymaga może szczegółowszego omówienia).
      Nie widzimy źródeł, widzimy tylko ich obrazy, że się kurczą mniej lub więcej, a źródła pozostają bez zmian. - Obserwator stojący przy nich może to potwierdzić. 

Spoczynkowa długość skraca się o kinematyczny składnik (wzoru całkowitego). Albo o tyle rośnie wartość masy. Lub częstotliwości.

Mówiąc o częstotliwości, mam na myśli tę z wzoru Plancka. A może przede wszystkim. I odpowiednio o związanej z nią długości "fali". Lub okresu.

- Ale to jeszcze nie to. To jest praniem mózgu. 

czwartek, 4 kwietnia 2019

Dlaczego Einstein zbudował szczególną teorię względności - wstęp

Bo istniała szczególniejsza „asymetria” która zaczynała go niepokoić. - Gdy magnes porusza się względem zwoju drutu, powstaje prąd elektryczny. Einstein wiedział z doświadczeń w rodzinnej firmie, że dokładnie tyle samo prądu powstaje, gdy cewka obraca się względem magnesu. [...] Jednakże według teorii Maxwella-Lorentza - wspominał Einstein - teoretyczne interpretacje tych dwóch przypadków różniły się zasadniczo. W pierwszym prawo indukcji Faradaya głosiło, że to ruch magnesu w otoczeniu eteru generuje pole elektryczne. W drugim prawo siły Lorentza stanowiło, że prąd powstaje przez ruch przewodzącej cewki w środowisku pola magnetycznego. Idea, że te dwa przypadki mogą się tak zasadniczo różnić, była dla mnie nie do przyjęcia - powiedział Einstein.
    Einstein przez lata mocował się z koncepcją eteru, która teoretycznie określała definicję spoczynku w tych dwóch teoriach indukcji elektrycznej.  [50/124]
   Właśnie ... - Czy to można wyjaśnić galileuszowskim sygnałem VT+c ?  Który w eterze odbiornika B , pędzącego względem źródła A z szybkością VT , ma szybkość c. - Ten eter B unosi (więzi w sobie) odbiornik B, atakując go swymi elementami o prędkościach ±c  w układzie tego odbiornika. W każdym kierunku. I to jest masą, energią, bezwładnością.

   Einstein nie rozpatrywał sygnałów VT+c  (a ściślej VT±c) - on uważał, że światło jest sygnałem o prędkościach ±c  w każdym układzie, w jakiś niepojęty sposób, w jakimś dziwnym - innym! - sensie ...

   Einstein niewyobrażalny eter zastąpił niewyobrażalnym światłem. I w ten sposób spiepszył fizykę w sposób absolutnie niewyobrażalny!
   - Dlaczego Einstein, a za nim inni, uważają że eter trzeba sobie wyobrazić a światła (pola) nie?
   Oto jest pytanie.

   A gdyby moje sygnały VT±c  absorbowane przez odbiornik o szybkości VT jako elektromagnetyczne sygnały ±c   czyli światło, rozwiązały wszystkie kłopoty, to od razu fajnie by było. Po galileuszowsku, bez relatywistycznych paradoksów.*
   I gdyby od razu to się stało, to wszyscy by się rzucili na moją fg jak wtedy rzucili się na syntezę jądrową w szklance zimnej wody. I już dużo dalej byśmy byli. - Niestety, woda nie krew, matematyka nie fizyka.

  
     Einstein postanowił pogodzić mechanikę
Newtona z teorią elektromagnetyzmu Maxwella. I zauważył, że musi zlikwidować tę niespójność opisu silników i prądnic, ale przede wszystkim że należy zrozumieć dlaczego nie ma światła o szybkości innej niż  c = 300 tys. km/s  (w próżni, względem dowolnego obserwatora). Zastanawiał się co by było gdyby było inaczej, na przykład gdyby obserwator pędził razem ze światłem. - W korpuskularnej teorii Newtona, w której światło jest rojem cząstek, jest to dopuszczalne, natomiast w falowej teorii Maxwella pojawiają się wtedy ogromne trudności. Bo jeżeli traktujemy światło jako ciąg drgań elektromagnetycznych - z regularnie powtarzającymi się grzbietami i dolinami fali - widzimy, że obserwator poruszający się z tą samą prędkością co światło związany byłby przez cały czas z konkretnym grzbietem lub doliną, czyli nie doświadczałby żadnych drgań. Inaczej mówiąc, dla hipotetycznego obserwatora poruszającego się wraz z promieniem światła promień ten przestawałby istnieć.
        na podstawie [53/138]
    Dopiero teraz dostrzegłem jakie ogromne znaczenie ma moje twierdzenie, że
 NIE MA ŚWIATŁA W LOCIE
Dzięki temu ostatnie dywagacje są po prostu śmieszne. - Bo światłem są elementy próżni (eterony) uderzające w obserwatora tylko z szybkością c. Czyli światłem są tylko sygnały uderzające w obserwatora z szybkością c - są one tylko jego światłem. A wszystkie elementy próżni mające szybkość c względem obserwatora - w całym Kosmosie - także te które w obserwatora nie uderzają, są jego eteronami, tworzącymi jego eter (z nich jest wszystko, także jego promie­nio­wanie reliktowe).
    Gdyby Einstein nie wygrał, fizycy znaleźliby rozsądniejszą drogę. Ale teraz, gdy fizycy pokochali Einsteina, zabronili szukania innej drogi. Zakaz ten obowiązuje nadal. Mimo że moja fizyka galileuszowska dokładnie pokazuje jaki błąd popełnił Einstein. - A ja kocham Poincarégo, który wyprzedzał Einsteina ale w porę wyhamował i zamiast, jak Einstein, zaimponować „intelektualną odwagą” (lekkomyślnością), zachował zdrowy rozsądek. Z którego szydzą epigoni Einsteina, fizycy współcześni.


_____________________________________
*   Do marca 2016 tak mi się zdawało, póki wierzyłem że STW Einsteina dotyczy źródeł a nie ich obrazów, paczek falowych, którymi te źródła oddziaływają. Teraz wiem że to klasyczne zjawisko Dopplera zmienia długość tej paczki, jej fali, i jej okres, czas. - Przy analizie tego tematu należy jednak wziąć pod uwagę to, że Einstein swój wzór na kontrakcję wziął "z kapelusza". - Zobacz to i tamto. - Warto także sprawdzić jak wzór Einsteina wcześniej uzyskali Fitzgerald i Lorentz.



    Przeczytaj o tym jeszcze u Basi Kwiatkowskiej. I zastanów się jak rzecz się ma gdy wszystko się porusza, w twoim eterze ±c. Gdy cewka i magnes poruszają się, każde inaczej, względem ciebie. - Zastanów się także, czy symetria (wzajemność) ruchu magnesu i cewki wystarcza do pełnego zrozumienia zjawiska. Czy ty się nie liczysz - to znaczy twój „układ” (twój eter).


    Poincaré - rewolucjonista z zasadami, Piotr Amsterdamski - kliknij.
    Hiperprzestrzeń Jana K. Nowakowskiego. - Tam dowiesz się, że nie Einstein a Riemann oddziaływania uczynił geometrią, wyższego wymiaru. I że nie tylko grawitację.

    Lorentz był blisko, i Poincare, ale przewrotu dokonał Einstein, który wiedział to samo a nawet mniej, ale trochę inaczej. Dostrzegł coś, co tamci widzieli, ale ciut ciut nie tak. To „ciut ciut” to wdowi grosz, przechylający szale, dokonujący zmiany jakościowej. - napisałem tutaj półtora roku temu, ale teraz czytam to bez entuzjazmu. Bo wyolbrzymiając zasługi Einsteina okradamy innych.
    Prawdę napisał Eine - napisałem 2 miesiące później - że przebiłem wszystkich, gdyż jako jedyny podjąłem jawną euklidesową krytykę einsteinowskiej STW. Że wykazałem zbędność a nawet bezsens wprowadzenia geometrii pseudoeuklidesowej do STW oraz tego ujemne skutki teoriopoznawcze w postaci paradoksów kinematycznych (dylatacji i kontrakcji). - Zobacz.
    Ale doktryner prof. Eine pisząc te słowa, nie wiedział że o mnie pisze - był pewien że to czym się tak zachwyca, zrobił prof. Staruszkiewicz. - Takie jest podejście profesorów do nauki - nie naukowe ale personalne.

 
ślepa uliczka hieroglifowa    foto Oleg Seleznev

A to jest moja "kontrakcja"

iloraz współrzędnych przestrzennych
relatywistycznej i spoczynkowej
- bez żadnych
renormalizacji -

W pierwotnej wersji tej notki, z 21 kwietnia 2010 roku, tego wzoru nie było
- ale ma on już 30 lat.


Wszystkie wzory Einsteina otrzymałem z tej definicji 
eR / eT ≡ eRT ≡ STW
i nie widzę najmniejszego powodu by wzór na paradoks odległości wyprowadzać inaczej,
jakimiś machlojkami, dopostulowaniam..

środa, 20 marca 2019

Kontrakcja fg a nie Einsteina



diagram byle jaki ale prawie gotowy - za jakość przepraszam

Podwójne strzałki pionowe i poziome - gdy podzielisz czerwoną przez zieloną, to:
  • pionowe - dylatacja Einsteina (i moja)
  • poziome - moja kontrakcja fg czyli eRT .
Nie będę się upierał że objaśniłem to jasno, bo i diagram nie dokończony, ale ja go rysowałem kilka godzin - znów uczyłem się edytować. - Może kiedyś go dokończę. - Ale gdyby ktoś sam chciał to zrobić, to dodam jeszcze trochę tekstu.
   Przede wszystkim - ten wzór
ma prawie tyle lat co ja - Internetu wtedy nie było. - Jeśli jeszcze pamiętam to on jest moją kontrakcją. Uzyskałem go moją euklidesową metodą bez dopostulowań (trochę o tym napisałem w http://www.zbit.smsnet.pl/Pliki/czyradar.htm#paradoks_polozenia ). - A Einstein, nie wiadomo czemu i jakim prawem dopostulował swoją jednoczesność. - Zobacz.

Już mnie nie bawi Einsteina naukowa ścisłość typu odpowiednio daleko, czy w swoim bezpośrednim otoczeniu. Pośmiałem się i teraz mnie to irytuje. - Albo jego definicja jedno­czesności, "z założenia słuszna" - Einstein założył to w swojej najsłyn­niejszej pracy O ELEKTRO­DY­NAMICE CIAŁ W RUCHU. Mam to w [18/124], czyli w książce 5 prac, które zmieniły oblicze fizyki, niestety. Dokładnie w połowie strony 124. - Według tytułu tamtejszej notki, jest to definicja równo­czesności, a według jej treści, jest to przepis na synchro­nizowanie relatywistycznych zegarów, zaś według mnie jest to najwyżej definicja jednoczesności zdarzenia A z samym sobą - bo drugiego zdarzenia w tej "definicji" nie ma. - Ale raczej jest to definicja elementarnej echo­lo­ka­lizacji eR, zdarzenia A , prawie moje jej równanie echa. - Wspominam o tym w następnej notce.

Na dużym ekranie wszystko rozmazane a na małym, w laptopie, kontury gładkie, wszystko piękne ale małe. Czyli jak nie urok to sraczka - nie wiem jak wy, ewentualni, widzicie. Mnie się nie chce na to patrzeć. - Temat nie nowy, o czym świadczy powyższy wzór, ale nie opracowany. - Owszem przedyskutowałem różne "kontrakcje", z różnymi jednoczesnościami, nie tylko Einsteina, czyli eRT bo na przykład także z ePT  i eST  i bez jednoczesności, ale to chyba było w innym sensie a może kontekście … - Kto chce, niech sprawdzi. - Ja teraz tam zajrzałem i uprzedzam: Moje stare prace należy czytać ostrożnie, bo wtedy też wierzyłem w to że relatywistyczne paradoksy zniekształcają źródła a nie ich obrazy. Czyli moja interpretacja też była błędna. Wtedy sukcesem było to, że sposobem euklidesowym zbudowałem Einsteina STW. To powinno fizyków zaniepokoić, bo to jest dowodem na to że STW Einsteina, jej czasoprzestrzeń, nie jest pseudoeuklidesowa, Minkowicza. Że cała współczesna fizyka na błędnym fundamencie stoi.
    Zaniepokoiło, zareagowali nagonką na mnie, drwinami. A w marcu 2016 roku zamienili je na bojkot, milczenie, bo co prawda ich kultura nie zabrania, ale dłużej nie chcą się kompromitować ... - Bo w marcu 2016 roku w moim blogu zbit.blox.pl napisałem że klasyczne zjawisko Dopplera w sposób zadowalający, wyobrażalny wyjaśnia wszystkie relatywistyczne paradoksy, bez metafizyki. - W niniejszym blogu wspominam o tym w notce Ślepa uliczka nie powinna być granicą poznania.

czwartek, 14 marca 2019

Einstein miałby dzisiaj 140 lat
- gdyby się nie ruszał


Bo gdyby się ruszał to byłby młodszy. I mniejszy. - Ale cięższy . . .

„Przystępując do praktycznego stosowania grupy transformacji Lorentza musimy pamiętać, że jest ona kowariantna, co oznacza, że wydłużeniu (dylatacji) czasu towarzyszy nieodłącznie skrócenie odległości. Jeśli jest prawdą, że bliźniak-kosmonauta zestarzał się mniej niż jego brat-domator, oznacza to, że dylatacja czasu miała w tym przypadku charakter nieodwracalny. Nieodwracalne musiałoby być wówczas również zmiany wymiarów bliźniaka-kosmonauty [...]. Wszystko to można obliczyć stosując grupę transformacji Lorentza.” - Napisał to prof. Arkadiusz Góral w książce MEANDRY FIZYKI na str. 16.

Wczoraj w radiu, w serialu "eureka", było o Einsteinie i dzisiaj też miało być, ale się zmitygowali - w zastępstwie gadali o raku jelita grubego. A to dzisiaj są Einsteina urodziny, wczoraj o tym powiedzieli, czyli to nie przeoczenie.

A co Einstein powiedział: Zapytany w 1918 r. o teorię względności Einstein powiedział: "Jeżeli teoria względności okaże się prawdziwa, to Niemcy nazwą mnie wielkim Niemcem, Szwajcarzy Szwajcarem, a Francuzi wielkim uczonym. Jeżeli natomiast teoria względności okaże się błędna, wtedy Francuzi nazwą mnie Szwajcarem, Szwajcarzy Niemcem, a Niemcy Żydem."
- Lubię takie dowcipy.

O uczciwości Einsteina świadczy to co tam napisano, że "Einstein nie wierzył w możliwość pewnego udowodnienia jakiejkolwiek hipotezy naukowej, aby stała się ona pewną i niepodważalną teorią. Każde sformułowanie praw nauki uznawał za ułomne dzieło intuicji badacza. Wyznawał zasadę, że poszczególne hipotezy powinny być ciągle poddawane krytyce na podstawie nowo tworzonych idei czy efektów eksperymentów."
- Według mnie eksperymenty mogą potwierdzić wyniki przewidywane przez teorię, ale nie ich/jej interpretacji. To pierwsze wystarcza rzemieślnikom.